4 grudnia – Barbórka.
Dla wielu jest to dzień górniczych orkiestr, mundurów i tradycji.
Dla mnie – dzień wielowarstwowej pamięci.
Noszę w sobie dwa światy.
Śląsk mojego dzieciństwa, przez który wracały dźwięki kopalnianych syren, stukot maszyn i zapach węgla unoszący się w zimowym powietrzu.
Oraz świętokrzyską wieś mojej rodziny, z polami, drewnianymi domami i rytmem, który wyznaczała ziemia, a nie przemysł.
Moja rodzina migrowała – jak wiele rodzin po wojnie.
Z miejsca urodzenia do miejsca pracy.
Z tradycji wiejskiej do robotniczej.
Z przeszłości w niepewną przyszłość.
Te historie tworzą mapę mojej tożsamości, która wraca dziś na moje płótna.
Śląsk, wieś i sztuka – rozmowa między światami
Moje dzisiejsze obrazy – jeden inspirowany Śląskiem, drugi wspomnieniem wsi – są utkane z dziecięcych wspomnień, kolorów i powracających obrazów.
Przyklejone na nich laleczki są echem tamtych zabaw i sposobem na utknięcie pamięci w farbie, fakturze, warstwach emocji.
To sztuka, która mówi o domach ruchomych, o korzeniach, które idą razem z człowiekiem, o tożsamości, która nie jest jednorodna, lecz składa się z wielu miejsc.
Barbórka – święto górników. I geologów.
Mało kto pamięta, że 4 grudnia to również święto geologów – ludzi, którzy nie pracują pod ziemią, ale łączą świat ludzi z historią planet, skał i procesów, które stworzyły krajobrazy Polski i Ziemi.
To święto jest dla mnie szczególne.
Geologiem był mój syn.
Zmarł, ale jego pasja, ciekawość i sposób patrzenia na świat wciąż są ze mną.
Barbórka stała się więc dla mnie dniem podwójnej pamięci:
– o górnikach z mojego dzieciństwa,
– i o geologu, który patrzył na ziemię z miłością i zrozumieniem.
W jego historii spotykają się oba światy: ziemia, skały, pokłady i warstwy. To także metafora pamięci – bo ona również ma swoje warstwy, pęknięcia, przesunięcia i struktury, które odkrywamy stopniowo.
Migracje, zmiany i odporność
Historie powojennych migracji, przemieszczeń ludności, szukanie pracy i nowego miejsca – to nie są już tylko opowieści historyczne.
To doświadczenia, które wciąż rezonują.
Uczą pokory.
Uczą adaptacji.
Uczą wrażliwości na to, co znika, i na to, co trzeba zbudować od nowa.
W mojej twórczości wracam do tego, co zapisane w korzeniach, ale wymuszone zmianą.
Do miejsc, które ubożały, ale zachowały dumę.
Do ludzi, którzy pracowali ciężko, ale nie tracili godności.
Do dzieciństwa, które zawsze jest pierwszym krajobrazem naszej wyobraźni.
Obrazy jako pomost
Dzisiejsze dwa obrazy – jeden śląski OBLYKEJ MIE (ubierz mnie), drugi wiejski SIAŁA BABA MAK – są dla mnie pomostem:
między pamięcią a teraźniejszością,
między stratą a tworzeniem,
między historią mojej rodziny a tym, co nadal odkrywam w sobie.
Znajdziesz je także w Galerii w grupie: Sploty istnienia.
Sztuka daje mi język, którym mogę o tym mówić.
Łagodnie, symbolicznie, metaforycznie.
Z czułością, nawet gdy dotykam trudnych spraw.

Kończę myślą, która wraca do mnie co roku 4 grudnia:
Tożsamość to nie miejsce.
To droga, którą niesiemy w sobie.
A pamięć – nawet ta najtrudniejsza – jest światłem, które pozwala iść dalej.
Dziś jest dzień tych świateł.
